"Dlaczego ateistom przeszkadza to że ktoś wierzy? Nie mogą po prostu zignorować naszego zdania?"
To
chyba ostatnimi czasy najpopularniejszy internetowy argument na kwejku,
9gagu czy innych stronach. Owy komentarz pojawia się prawie zawsze pod
obrazkiem prowokującym katolików.
Popularnym argumentem jest również to, że większość tych "młodych ateistów" przyznaje się do tego tylko w internecie.
Wyobraźmy sobie taką sytuację:
Ktoś daje post o tym jak to warto wierzyć w boga.
Drugi Ktoś odpisuje uwzględniając w poście kilka argumentów przeczących założeniom tego pierwszego.
Drugi
Ktoś zostaje obrzucony błotem bo co mu to przeszkadza, że ktoś wierzy,
że jeśli ma inne zdanie, to niech okaże szacunek dla tych, którzy
wierzą.
Sytuacja druga :
Kogoś
zaczepia staruszka i mówi że dawno go nie widziała w kościele. Ktoś
spokojnie odpowiada, że nie wierzy w boga. Oczy staruszki z dobrodusznej
babci zmieniają się w oczy seryjnego mordercy. Cały blok wkrótce
dowiaduje się, że Ktoś nie to, że nie wierzy w boga, on NIE CHODZI DO
KOŚCIOŁA! PANI! TO WI PANI Z TEJ RODZINY KTOŚKTOSIÓW. Niedługo Ktoś i
jego rodzina jest traktowana jak jakiś odmieniec. Nikt już nie jest dla
nich miły, nie ma mowy o rozmowach w windzie czy przy spotkaniu na ławce
, a już zwłaszcza dla Kogoś.
Widać
podobieństwo? Katolicy oczekują szacunku do swojej wiary, jednocześnie
sami nie mając za grosz szacunku do tych, którzy mają inne zdanie.
A
i jeśli jesteś katolikiem, który chodzi do kościoła tylko w większe
święta i nie czyta biblii to powiem niegrzecznie: gówno jesteś, a nie
katolik.
Problem z ateista vs
katolik jest taki, że ateista, w większości przypadków ma większą wiedzę
na temat wiary katolickiej niż ten który woła wszędzie jak to warto w
boga wierzyć.
Dawno już nie
spotkałem takiej osoby, która podjęłaby się dyskusji ze mną na temat
kościoła i wiary. Najczęściej co słyszę to "nie przekonasz mnie, więc
nawet nie zaczynajmy rozmowy"
Jedynie
z kim dobrze mi się na te tematy rozmawiało to ksiądz z liceum. Może
nie zawsze odpowiadał na temat ale potrafił poświęcić całą godzinę
lekcyjną odpowiadając na moje pytanie.
A skoro jesteśmy już przy liceum to opowiem wam historię, która bardzo nawiązuje do sytuacji nr2.
Otóż
w klasie maturalnej zmienił nam się ksiądz. Ksiądz zachowywał się jak
większość ludzi z którymi chce porozmawiać o bogu - obrażał się. Po
kilku lekcjach miłości względem kobiety prowadzonej przez prawiczka,
zacząłem się męczyć. Po lekcji podszedłem zatem do księdza i
obwieściłem, że na jego lekcje nie zamierzam się już wybierać, odmówił
jednak napisania pisemnej zgody. Cóż zatem będzie mi się to liczyło jako
wagary. Już tydzień po tym zdarzeniu nauczyciele zaczęli mnie traktować
inaczej. Wcześniej lubiany uczeń, teraz podchodzili do mnie z
dystansem, a nawet z niechęcią. Pewnie do dziś nie wiedział bym o co
chodziło gdyby nie pewien nauczyciel, który wygadał. Nawiązał bowiem do
spięcia, które miałem z księdzem. Gdy zapytałem skąd o tym wie,
powiedział, że ksiądz będąc w pokoju nauczycielskim opowiedział o całej
sytuacji. Jak się później okazało, mocno przybarwionej, zgromadzonym
nauczycielom. O anonimowości nie ma co mówić, kilka razy przypomniał jak
się nazywam i z której jestem klasy.
I
tak oto przez resztę roku miałem na pieńku z większością katolickich
nauczycieli. Więc wcale się nie dziwię że większość młodych ateistów
ukrywa się z tym, a swoje zdanie wypowiada jedynie w internecie, gdzie
są anonimowi.
Jeśli jesteś jednym z nich to apeluję do ciebie, nie ukrywaj się. Jednostki nie wyciągną całej ludności z ciemnogrodu.
Sranie w banie. Ludzie mają tendencję do uogólniania, ale żeby aż tak? Ja jestem wierząca (od niedawna - również uważałam się kiedyś za ateistkę) a mimo to mam pełno znajomych o przeróżnych poglądach religijnych i jakoś umiemy się ze sobą przyjaźnić. Nikt nikogo nie obwinia o to, że jest nie wierzący a i ja sama spotykam się z szacunkiem ze strony tych osób. Nawet sobie czasem lubię z nimi porozmawiać na te tematy. Zwykła wymiana poglądów, a nie żadne nawracanie.
OdpowiedzUsuń