sobota, 4 sierpnia 2012

Pedofilia w Kościele, JP II

Mało kto w ogóle rozumie jak wiele przypadków pedofilii odnotowano w kościołach. Ile z tego dostało się do mediów to już inna sprawa. Ludzie nie są w stanie zrozumieć jak do tego dochodzi. Wytłumaczę wam
W małych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają, ksiądz nie ma problemu z rozpoznawaniem osób które się u niego spowiadają. Poznaje zatem sekrety ludzi tych starszych jak i młodszych. Ktoś znający sekrety małych dzieci, i budzący ogromne zaufanie wśród starszych, jest bardzo niebezpieczną jednostką.

Wyobraźmy sobie sytuację:
Do spowiedzi przychodzi mały chłopiec, dobrze znany księdzu, załóżmy że to ministrant.
Opowiada księdzu np o tym że oglądał pornografię i się masturbował. Oczywiście rodzice nic nie wiedzą i nie chciałby żeby się dowiedzieli. Opowiada również że to on rozbił ulubioną wazę rodziców którą dostali na ślub. Im powiedział ze to pies rozbił.
Teraz ksiądz znający takie sekrety, może dyskretnie zaproponować mały  układ - zrobisz co ci każe, albo powiem rodzicom o wazie. W ten oto sposób mały, naiwny człowieczek z bojaźni przed gniewem rodziców, zrobi wszystko co ksiądz mu każe. Resztę możecie sobie dopowiedzieć.
"
Ponieważ powstawało coraz więcej wolnych mediów, informacje rozprzestrzeniają się bardzo szybko. Coraz ciężej takie rzeczy zataić, jeśli wyjdą na światło dzienne. Z tego właśnie powodu powstał w roku 1962, na rozkaz Papierza Jana XXIII, w Watykanie dokument o nazwie "Crimen Sollitationis". Dokument ten opisuje, jak postępować, gdy przypadek pedofilii w wykonaniu księdza zostanie ujawniony. Jan Paweł II wykorzystując swój autorytet, restrykcyjnie nadzorował przestrzeganie dokumentu, pod groźbą wykluczenia z kościoła wszystkich księży, którzy się nie podporządkują.
No dobrze ale co takiego zawiera ten dokument? CS opisuje że w przypadku popełnienia przez księdza pedofilii, nie jest on usuwany z kościoła, a jedynie przenoszony do innej parafii, gdzie ksiądz dostaje czystą kartę, ba witają go kwiatami i przystrojonymi ulicami.
Dokument nakazuje również nieujawniania przypadków pedofilii, niszczeniem dowodów i walką z ofiarami, pod groźbą usunięcia z kościoła.
Źródło: youtube.com/user/rationalatheist100"


niedziela, 29 lipca 2012

"Dlaczego ateistom przeszkadza to że ktoś wierzy? Nie mogą po prostu zignorować naszego zdania?"
To chyba ostatnimi czasy najpopularniejszy internetowy argument na kwejku, 9gagu czy innych stronach. Owy komentarz pojawia się prawie zawsze pod obrazkiem prowokującym katolików.
Popularnym argumentem jest również to, że większość tych "młodych ateistów" przyznaje się do tego tylko w internecie.

Wyobraźmy sobie taką sytuację:
Ktoś daje post o tym jak to warto wierzyć w boga.
Drugi Ktoś odpisuje uwzględniając w poście kilka argumentów przeczących założeniom tego pierwszego.
Drugi Ktoś zostaje obrzucony błotem bo co mu to przeszkadza, że ktoś wierzy, że jeśli ma inne zdanie, to niech okaże szacunek dla tych, którzy wierzą.



Sytuacja druga :
Kogoś zaczepia staruszka i mówi że dawno go nie widziała w kościele. Ktoś spokojnie odpowiada, że nie wierzy w boga. Oczy staruszki z dobrodusznej babci zmieniają się w oczy seryjnego mordercy. Cały blok wkrótce dowiaduje się, że Ktoś nie to, że nie wierzy w boga, on NIE CHODZI DO KOŚCIOŁA! PANI! TO WI PANI Z TEJ RODZINY KTOŚKTOSIÓW. Niedługo Ktoś i jego rodzina jest traktowana jak jakiś odmieniec. Nikt już nie jest dla nich miły, nie ma mowy o rozmowach w windzie czy przy spotkaniu na ławce , a już zwłaszcza dla Kogoś.

Widać podobieństwo? Katolicy oczekują szacunku do swojej wiary, jednocześnie sami nie mając za grosz szacunku do tych, którzy mają inne zdanie.
A i jeśli jesteś katolikiem, który chodzi do kościoła tylko w większe święta i nie czyta biblii to powiem niegrzecznie: gówno jesteś, a nie katolik.
Problem z ateista vs katolik jest taki, że ateista, w większości przypadków ma większą wiedzę na temat wiary katolickiej niż ten który woła wszędzie jak to warto w boga wierzyć.
Dawno już nie spotkałem takiej osoby, która podjęłaby się dyskusji ze mną na temat kościoła i wiary. Najczęściej co słyszę to "nie przekonasz mnie, więc nawet nie zaczynajmy rozmowy"

Jedynie z kim dobrze mi się na te tematy rozmawiało to ksiądz z liceum. Może nie zawsze odpowiadał na temat ale potrafił poświęcić całą godzinę lekcyjną odpowiadając na moje pytanie.

A skoro jesteśmy już przy liceum to opowiem wam historię, która bardzo nawiązuje do sytuacji nr2.
Otóż w klasie maturalnej zmienił nam się ksiądz. Ksiądz zachowywał się jak większość ludzi z którymi chce porozmawiać o bogu - obrażał się. Po kilku lekcjach miłości względem kobiety prowadzonej przez prawiczka, zacząłem się męczyć.  Po lekcji podszedłem zatem do księdza i obwieściłem, że na jego lekcje nie zamierzam się już wybierać, odmówił jednak napisania pisemnej zgody. Cóż zatem będzie mi się to liczyło jako wagary. Już tydzień po tym zdarzeniu nauczyciele zaczęli mnie traktować inaczej. Wcześniej lubiany uczeń, teraz podchodzili do mnie z dystansem, a nawet z niechęcią. Pewnie do dziś nie wiedział bym o co chodziło gdyby nie pewien nauczyciel, który wygadał. Nawiązał bowiem do spięcia, które miałem z księdzem. Gdy zapytałem skąd o tym wie, powiedział, że ksiądz będąc w pokoju nauczycielskim opowiedział o całej sytuacji. Jak się później okazało, mocno przybarwionej, zgromadzonym nauczycielom. O anonimowości nie ma co mówić, kilka razy przypomniał jak się nazywam i z której jestem klasy.

I tak oto przez resztę roku miałem na pieńku z większością katolickich nauczycieli. Więc wcale się nie dziwię że większość młodych ateistów ukrywa się z tym, a swoje zdanie wypowiada jedynie w internecie, gdzie są anonimowi.
Jeśli jesteś jednym z nich to apeluję do ciebie, nie ukrywaj się. Jednostki nie wyciągną całej ludności z ciemnogrodu.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Całe szczęście że powstał internet. Wraz z łatwiejszym dostępem do internetu, zaobserwowałem wzrost "młodych ateistów". I bardzo mnie to cieszy, że rośnie nam społeczeństwo trochę bardziej myślące niż pewne grupy społeczne. A, i niech nikt mi nie zarzuca że ja kogoś obrażam, na zasadzie : "że niby jak wierze to jestem głupszy?" No niestety tak, skoro nie potrafisz stawiać pytań w tematach tabu.

 Co przyczyniło się do tego że całkowicie zwątpiłem w kościół? Ano..... lekcje religii oczywiście! Miałem na tyle wyrozumiałego księdza że pozwalał na zadawanie "trudnych" pytań, odpowiedzi jednoznacznej nigdy niestety nie uzyskałem. Pytam o jedno dostaję odpowiedź na coś zupełnie innego. Przy pytaniu dlaczego podczas inkwizycji i krucjat nikt nie stosował się do przykazania bożego "nie zabijaj", dostałem odpowiedź że w tedy ludzie inaczej pewne rzeczy interpretowali i była inna mentalność. No tak zapomniałem że to przykazanie po rozwinięciu znaczy " nie zabijaj, chyba że ktoś wierzy w innego niewidzialnego przyjaciela" Nie rozumiem jak tak tyle ludzi  może wierzyć w te brednie? Czy naprawdę żyjemy w tak prymitywnym społeczeństwie, że nikt nie zadaje najprostszych pytań?

 No skąd ta popularność kościoła w Polsce?
Trzeba sięgnąć trochę innych czasów, czasów gdy więcej ludzi mieszkało na wsiach. Ludzie którzy nie byli w żaden sposób wykształceni, czuli swoją niższość przed kimś kto był uczony. A kto najczęściej był uczonym w wiosce? Duchowny oczywiście! Gdy ksiądz szedł sobie polną drogą, ludzie klękali przed nim jak przed bogiem. Jeśli ktoś potrzebował rady, szedł do księdza. Do tego dochodził fakt że ksiądz znał wszystkie grzechy mieszkańców wioski, co potęgowało respekt do jegomości.Świątynie były najdroższymi budynkami w promieniu xxx kilometrów i bardzo kontrastowały ze słomianymi dachami domostw. Powstał tak zwany kult księdza i kościoła pod przykrywką boga. Potem była wojna, ludzie szukali oparcia w czymś co pomoże im przetrwać psychicznie, utratę dobytku czy bliskich. A bardzo pocieszającą wizją była możliwość   zobaczenia się ze zmarłymi i zaznamy wiecznego ukojenia, bardzo komfortowa.. szkoda że nie prawdziwa :(

Wpływy czarnych szat są nadal bardzo widoczne, czy znacie jakieś święto narodowe, miejskie czy inne wydarzenie na które nie byłby zaproszony ksiądz? Podczas jednej z wizyt sprzedawania kiełbasy przedwyborczej, J.Palikot opowiedział, że w Jarosławiu nie został przyjęty, ani też nie mógł zrobić przemowy w tamtejszym domu kultury, bo nie zgodził się na to proboszcz tamtejszej parafii.
Eh..



Za każdym razem gdy dyskutujemy z katolikiem, jego ostatnią deską ratunku w argumentacji jest powoływanie się na biblię. "no tak, ale tak było napisane w biblii!"  no tak Mojżesz żył 500 lat bo tak jest napisane! Oto kilka słów które możemy skierować w stronę takich ludzi ;)

niedziela, 15 lipca 2012

Niedawno byłem poniekąd zmuszony, do odwiedzenia wspaniałej instytucji jaką jest kościół. Pomyślałem że skoro już tu jestem to może posłucham co ksiądz ma do powiedzenia. Ponieważ był to ślub, głównym tematem była oczywiście miłość. Klecha opowiedział taką oto historyjkę:
"wraca mąż do domu z pracy i chwali się żonie - kochanie dostałem podwyżkę, będziemy mieć teraz bardzo dużo pieniędzy i będziemy bogaci. Żona podeszła do niego i rzekła - kochanie my już jesteśmy bogaci, mamy siebie" OH jakie to wzruszające! Oczywiście jak ksiądz twierdzi historia oparta na "faktach autentycznych" Następnie ksiądz puścił wiązkę bełkotu z której jasno można było wyróżnić ten główny wątek : Bóg to miłość, najwspanialsza i najmocniejsza bla bla. (trochę bełkotu) a kto miłości w życiu nie ma jest nikim. Bardzo zwinnie wplątany prostu przekaz który przeciętny moher zrozumie - jeśli ktoś nie ma miłości czyli Boga to jest nikim, CZYLI jeśli ktoś do kościoła nie chodzi to macie go traktować jak gówno.
"szanuj bliźniego swego jak siebie samego" uh oh :)
"Chcę iść do piekła, nie do nieba. W piekle będę miał towarzystwo papieży, królów i książąt, a w niebie są sami żebracy, mnisi, pustelnicy i apostołowie."  te ciekawe słowa należą do Niccolo Machiavelli i cóż, ciężko się z nim nie zgodzić prawda :)? Witaj na moim blogu czytelniku, jeśli jesteś katolikiem-fanatykiem nie mającym własnego rozumu możesz już teraz kliknąć X przy zakładce z tym blogiem, jeśli jesteś natomiast kimś z otwartym umysłem, chętnym na dyskusje, nalegam byś został :) Na tym blogu nie będę cię odciągał od wiary  w boga, uważam że wiara jest ludziom potrzebna, będę natomiast udowadniać dlaczego kościół to dobrze prosperujący od 2 tysięcy lat biznes.